Po co uprawiać własne warzywa cz.1

Na początku był chaos… STOP! Właśnie, że nie! Na początku była myśl o tym, żeby samodzielnie uprawiać warzywa. Dlaczego chcesz to robić? Motywacji jest mnóstwo. Jaka jest Twoja?

Wiele osób skarży się na alergie skórne i pokarmowe, czasem są to silne reakcje, u podłoża których jest nietolerancja na środki ochrony roślin, stosowane w rolnictwie konwencjonalnym. Znam przypadki solidnej pokrzywki po zjedzeniu kupnej sałaty czy pomidorów. Na szczęście nasze organizmy to zdolne bestie i w większości przypadków radzą sobie z usuwaniem toksyn, nie informując nas o tym zbyt efektownie. Warto jednak czasem uświadomić sobie, jak wiele zabiegów chemicznych przechodzi żywność, zanim do nas trafi. Nie jestem ortosoksyjna w tej kwestii, wiem, że inaczej produkcja na masową skalę nie byłaby opłacalna. 25-krotny oprysk jabłek w jednym sezonie jest jednak chyba ponad moją wytrzymałość. Ochrona przed szkodnikami, chorobami, wspieranie wzrostu. To musi się opłacać. Nam, uprawiającym warzywa we własnych ogródkach nie musi, my ich nie sprzedajemy, karmimy przecież siebie samych i naszych najbliższych. Może warto choćby 1/100 jadłospisu wymienić na warzywa wolne od pestycydów?

Znam wiele osób, które uprawiają własne warzywa, bo dążą do niezależności żywieniowej. Po prostu wierzą w to głęboko albo mają frajdę z tego, że jedzenie zrobią sami. Zapełniają spiżarnie lub piwniczki i całymi garściami czerpią z nich w zimowym czasie. To daje satysfakcję i radość, że samemu zadbało się o to, aby mieć co jeść. Przy okazji omija się cały proces pakowania i transportowania, nie mamy tony zbędnych opakowań – czy to nie jest świetne rozwiązanie? Wielki powrót święcą słoiki – lekko wyśmiewany przedmiot kojarzący się z siermiężnymi czasami PRL. Nic bardziej mylnego! Własne przetwórstwo stało się sposobem na spędzanie wolnego czasu, a pieczołowicie gromadzone zapasy z dumą prezentowane są na internetowwych forach. Radykałowie idą jeszcze dalej, propagując niezależność od tzw. systemu, czyli całej machiny ułatwiającej nam życie dla własnej satysfakcji finansowej. Dla mnie niezależność żywieniowa zaczyna się wówczas, kiedy choć jedną roślinę zaczniemy uprawiać we własnym zakresie. W 2021 roku z zaledwie 130m2 warzywnika i około 100 m2 jagodnika zebrałam ponad 700 kg warzyw i owoców! Czy to nie jest piękne? Dzięki temu mam spiżarnię pełną przetworów, około 500 litrów zamrożonego jedzenia, do tego suszone zioła i przyprawy. Taka ilość pozwala na pokrycie naszego zapotrzebowania w około 70-80%. Oczywiście, trzeba mieć miejsce na przechowywanie, ale nawet uprawa na bieżące potrzeby daje mnóstwo satysfakcji i pozwala uwolnić domowy budżet od zakupu warzyw przez 1-3 miesiące. To naprawdę sporo.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Blog

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *