Po co uprawiać własne warzywa cz. 2

Praca w ogrodzie rozładowuje stres, o ile nie mamy zbyt wygórowanych oczekiwań co do efektów. Radzę zapomnieć o instagramowych ogrodniczych kontach, przepełnionych efektownymi zdjęciami. Prowadzą je najczęściej doświadczeni ogrodnicy, wstawiający najpiękniejsze zdjęcia, robionepod odpowiednim kątem. Może to rodzić frustrację, jeśli nie uda się nam osiągać równie imponujących wyników. A na początku może się nie udać. Tak, jak z jazdą na rowerze, też musieliśmy trochę poćwiczyć, zanim udało się utrzymać równowagę. Co zatem z tym stresem? Słyszałeś
o hortiterapii? To metoda leczenia problemów emocjonalnych poprzez pracę w ogrodzie. Siew, sadzenie, pielęgnacja roślin powodują, że skupiamy się na innych sprawach, niż problemy dnia codziennego. Kontakt z naturą odpręża ciało, koi oczy, dotlenia organizm. Przyglądamy się roślinom w różnych fazach ich wzrostu. Czekamy na kwiaty, potem owoce. Wreszcie z dumą zanosimy na stół pierwsze zbiory. Przepełnia nas poczucie, że na coś mamy wpływ, coś się nam udało. Urosło dzięki naszej pracy! To naprawdę przyjemne emocje i szkoda ich sobie odbierać. Parafrazując znany cytat, „to jest nasze, przez nas zrobione, i to nie jest nasze ostatnie słowo”.

W końcu praca przy warzywach to całkiem spora dawka ruchu. Ta zabawa z ziemią, stawianie podpór, podlewanie, zbieranie, przycinanie… dreptanie tam i z powrotem. Oczywiście ilość ruchu zależy proporcjonalnie od powierzchni uprawowej, jaką dysponujesz – przy kilku skrzynkach na balkonie zbytnio się nie nachodzisz, ale już 100m2 potrafi dać się odczuć. Do tego tlen, słońce i mamy mieszankę w znakomity sposób wpływająca na nasz organizm – zwłaszcza, jeśli wykonujemy pracę siedzącą.

Przede wszystkim jednak własne warzywa mają całkiem inny smak! Bardziej nasycony, aromatyczny, nie są zleżałe i zmaltretowane transportemi przechowywaniem. Często liście są bardziej „mocarne” i sztywniejsze niż roślin kupowanyh w sklepach – tak jest w przypadku np. bazylii lub rukoli. Mocniej szczypiące rzodkiewki albo bardziej pachnące pomidory to w zasadzie norma. Dla tego smaku na pewno warto! Dzięki temu powrócisz do doświadczeń z dzieciństwa, kiedy na stołach pojawiały się właściwie tylko takie warzywa: od lokalnego „badylarza” albo od babci ze wsi. Tęsknimy za tym smakiem i zapachem, dlaczego więc nie zacząć uprawy własnych warzyw?

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Blog

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *